Czarno – białe życie zwierząt

7 stycznia 2012

 

Byłam kiedyś w ZOO (a tak się chwalę), co prawda ostatnio ponad rok temu ale myślę, że niewiele się zmieniło w tej kwestii w ostatnim czasie. No i z jednej strony to szkoda mi tych zwierząt, bo nie dość, że poupychane w klatkach, to jeszcze w zakresie obowiązków mają:

  • przechadzanie się po wybiegu,
  • ustawianie twarzą, z profilu i w innych dowolnych pozycjach, dogodnych dla zwiedzających,
  • robienie głupich min (patrz małpy) i wszystkiego, żeby tylko klient był zadowolony,

a wszystko po to, że skoro ja za to płacę (i to niemało) to, żebym wyszła zadowolona.

 

Ale z drugiej strony to jakby się tak przyjrzeć mojej egzystencji na tym padole, to wcale nie mam lepiej:

  • powierzchnia mojego mieszkania jest zdecydowania mniejsza chociażby od wybiegu lwa – powiecie, że to król zwierząt ale ja też jestem Lwem (patrz znak zodiaku) i nie mam żadnych przywilejów z tego tytułu,
  • taki hipopotam, gruby całe życie i ani razu nie myślał o odchudzaniu, bo nie mieści się w ubrania albo nie usłyszał, że tusza źle wpływa na jego zdrowie. Ba! nawet wszyscy go podziwiają,
  • ja muszę codziennie wychodzić do biura, a one tylko leżą i pachną (na swój sposób),
  • zakres obowiązków mam podobny – uśmiechać się i dobrze wykonywać swoją pracę, bo mi za to płacą i żeby klient był zadowolony,
  • ale z kolei, jedzenia już nikt nie podaje mi na talerzu, tylko sama muszę o nie zadbać.

 

Tych argumentów, mogłabym przytaczać bez liku i tak właściwie to zastanawiam się – kto ma gorzej one czy ja?

NASTĘPNY >>

Zamieszczone na tym blogu zdjęcia są moją własnością. Jeśli chcesz je mieć, proszę skontaktuj się najpierw ze mną :-)