Smok krakowski – SMOG

13 lutego 2012

 

Sobotni poranek, 22 stopnie mrozu. Ponieważ po południu wybierałam się na Turbacz, robię sobie mały trening w krakowskie „góry”. Przy pierwszym podejściu, gdzieś na wysokości podnóża Kopca omal nie umarłam (czytaj: nie udusiłam się) w smogu. Takiego syfu nie widziałam i nie czułam nigdy wcześniej. Nawet jak sięgam pamięcią w czasy dzieciństwa i przypominam sobie zapach kotłowni, gdzie paliło się węglem w piecu centralnego ogrzewania, to tego zabójczego smrodu nic nie pobije. Szybko na wdechu wdrapuję się na górę – tam jest ciut lepiej, ale ponieważ wciąż znajduję się w strefie rażenia, to widoki są zerowe. Biorąc pod uwagę powyższe, zupełnie zapomniałam o siarczystym mrozie.

 

I po co ja mam prowadzić „zdrowy tryb życia”, skoro i tak mieszkam w smogu, który zabija mnie dzień po dniu? Chyba zacznę palić papierosy, bo przynajmniej mają filtr. Ta szara warstwa u dołu to smog a może raczej „smok”. Myślę, że z tą legendą o smoku wawelskim to jakaś bujda. Pewnie ktoś, kiedyś zrobił literówkę i tak już z wieku na wiek było przepisywane, a Wawel wybudowali na potrzeby tejże właśnie legendy. Żeby była jasność w temacie – zdjęcie pierwsze przedstawia panoramę Krakowa z Wawelem w tle.

<< POPRZEDNI
NASTĘPNY >>

Zamieszczone na tym blogu zdjęcia są moją własnością. Jeśli chcesz je mieć, proszę skontaktuj się najpierw ze mną :-)