Do kina czy na film

23 lutego 2015

 

Dziś odbyło się rozdanie Oscarów. To wielkie wydarzenie dla tych, którzy przynajmniej odrobinę kinem się interesują, jak i wielka gala, dla osób które lubią pooglądać kto z kim i w czym przyszedł. Tu muszę przyznać, że mam żal do realizatorów całego przedsięwzięcia, że odbywa się ono zawsze z niedzieli na poniedziałek czasu nieludzkiego (bo amerykańskiego, raz mogliby zacząć po południu), czyli wtedy kiedy ja już śpię. Oczywiście mogłabym doczekać do tej 1:55 i z pierwszej ręki dowiedzieć się KTO tym razem zwyciężył, ale pójście następnego, a właściwie już tego samego dnia do pracy, a potem funkcjonowanie w niej jako tako, zaprzecza tej idei.

 

Tak więc jak co roku, dzień oscarowy tuż po przebudzeniu rozpoczynam od newsów. Wyniki są jakie są, każdy może zobaczyć je na dowolnym portalu internetowym więc i ja nie będę ich tu przepisywać. Ale nie mogę nie wspomnieć o naszym polskim laureacie, który zdobył statuetkę w kategorii filmu nieanglojęzycznego: IDA – gratulacje dla twórców i dla Agaty Kuleszy, którą uwielbiam. Oglądając ten film siedziałam zahipnotyzowana i w każdej scenie widziałam kolejny kadr, na tym filmie można uczyć się sztuki fotografii.

 

Ale wracając do dzisiejszego tematu, chciałam trochę nawiązać do filmu. Poza fotografią, kino a ściślej rzecz ujmując – FILM to jest to, bez czego nie wyobrażałam sobie życia. Piszę w czasie przeszłym, bo ostatnio zeszłam na psy i muszę się jak najszybciej pozbierać, co nie oznacza, że przestałam w ogóle chodzić do kina i prawie wszystkie filmy nagrodzone w tegorocznych Oscarach widziałam. Ale tu powstaje pytanie DO KINA czy NA FILM?

 

Do KINA
Kino to magia, to miejsce gdzie można rozsiąść się wygodnie w fotelu, wejść w akcję, wczuć w nastrój, rozkoszować emocjami, często obrazem i muzyką … o ile oczywiście nie siedzi obok, przed lub za nami żarłok, który przyszedł się tu najeść. Tak między nami, nie toleruję jedzenia w kinie, nie mogę zrozumieć DLACZEGO? PO CO? czy nie lepiej pójść do restauracji, baru, na ławkę w parku, gdziekolwiek? O reklamach i trailerach półgodzinnych już nie wspomnę. Kiedyś świetnie to sparodiował jeden z kabaretów (Kabaret Według Limo – Kacper Ruciński),  od 04:28. Nic dodać, nic ująć …

 

Na szczęście mieszkam w mieście, w którym kin, a właściwie sal kinowych jest równie dużo jak kościołów, więc jest w czym wybierać. Prawie zawsze wybieram kina studyjne (Mikro, Pod Baranami, Wrzos, Agrafka, Kika, Paradox i Sfinks – to ostatnie uważam za najpiękniejsze kino studyjne w Krakowie) – uwielbiam je, za repertuar i za niepowtarzalną atmosferę. Oczywiście zdarza się, że ktoś przyjdzie z własnym jedzeniem i coś schrupie, jednak skala jest na tyle mała, że da się w tym chrupaniu skoncentrować na fabule, a reklamy jeśli w ogóle są, to trwają kilka minut.

 

Ale są filmy, które warto, a nawet trzeba obejrzeć na wielkim ekranie – zawsze w takim przypadku wybieram kino Kijów – największą i moim zdaniem najlepszą salę kinową w mieście.

 

Z drugiej strony patrząc na wielkie kina, przerażają mnie ceny biletów. Gdybym chodziła na filmy do multipleksów, już dawno poszłabym z torbami, a tak będąc posiadaczką kart klubowych czy karnetów, oglądam filmy za niewielkie pieniądze.

 
Na FILM
Kryteriów podziału filmów jest mnóstwo: począwszy od rodzaju filmu (obyczajowy, komediowy, kostiumowy, itd.) poprzez długość trwania (krótko-, średnio- i długometrażowy), aż po gatunki filmu (fabularny, animowany, dokumentalny). Ja mam jednak swój własny podział, stworzony na podstawie subiektywnego postrzegania tego co się dzieje na ekranie. Tak jak wspomniałam wcześniej, mam pewne zaległości filmowe więc głównie będę bazować na repertuarze nieco starszym niż ostatnie miesiące, ale też nie klasyce filmowej sprzed kilkudziesięciu lat, bo klasykę każdy zna:

  • Filmy, po zakończeniu których nie mogę przestać myśleć, które wdzierają się w mój umysł i nim zawładnęły. Tutaj bardzo lubię i polecam polskie mocne kino (Przesłuchanie, Plac Zbawiciela, Dom Zły, Komornik, Dług, Jesteś Bogiem) ale też zagraniczne (Lot nad kukułczym gniazdem, Requiem dla snu, Miasto Gniewu, Przerwana lekcja muzyki, Pogorzelisko, Czarny Łabędź).
  • Filmy komercyjne – głównie Hollywood i Bollywood, emitowane w Multipleksach, które z definicji omijam szerokim łukiem, o czym pisałam wcześniej. No, ale żeby się wypowiedzieć w ich temacie to wypadałoby się tam wybrać i coś obejrzeć. Tak więc pójdę do każdego takiego kina, żeby obejrzeć Władcę Pierścieni, Jamesa Bonda czy Gwiezdne Wojny.
  • Filmy, które oglądam głównie ze względu na obsadę i reżysera. Nieważne czy dobry, czy zły, ja na pewno na niego pójdę, a dopiero później wypowiem się w temacie tego co zobaczyłam na ekranie, bo niestety czasami tzw „bezwarunkowa miłość” okazuje się zawodna:

– Aktor – tu nie będę wyjątkiem, a niekwestionowaną faworytką jest dla mnie Meryl Streep, tuż obok Jack Nicholson, George Clooney (ze względu na platoniczną miłość), Judi Dench, a ostatnio do tej listy dołączyli Kate Winslet i Colin Firth. Oczywiście lubię jeszcze paru innych wyśmienitych aktorów, ale już zanim wybiorę się na film z ich udziałem, to wcześniej muszę przeczytać recenzję;

– Reżyser – bezkonkurencyjny Woody Allen (co prawda coraz gorszy, ale pozostanę mu wierna do końca), Pedro Almodovar, Quentin Tarantino, Bracia Coen i odkryty przeze mnie kilka lat temu, włoski reżyser Ferzan Ozpetek oraz duńska reżyserka Susanne Bier – uwielbiam!

  • Kino średniobudżetowe (nie wiem czy takie istnieje, ale tak bym go określiła), gdzie reżyser koncentruje się na relacjach międzyludzkich i emocjach, a obraz schodzi na drugi plan: Tuż po weselu, Moje życie beze mnie, Iris, W lepszym świecie, Miłość.
  • I filmy po prostu piękne. Co prawda miało nie być klasyki, ale w tym punkcie nie mogłam pominąć takich filmów jak Zapach kobiety, Rain Man, Co się wydarzyło w Madison County, Jak w niebie, Zielona mila, Piękny umysł, Światła Wielkiego Miasta, Forrest Gump, Babel, Kropla Słońca, Prosta Historia, Nietykalni, The Grand Budapest Hotel, Samotny Mężczyzna czy też najpiękniejszy film o przyjaźni Wielki Błękit.
  • Musicale: Blues Brothers, 8 kobiet, Moulin Rouge!, Grease, Hair, Gorączka sobotniej nocy, Greg Zorba, Chicago, Mamma Mia, Dźwięki Muzyki i Deszczowa Piosenka – uwielbiam za wszystko to, czym są.
  • Kino szalone: tu przodują filmy Quentin’a Tarantino z najpiękniejszym kolorem krwi, chociaż to „Big Lebowski” Braci Coen jest zdecydowanie moim faworytem. Nie można też pominąć „Jabłka Adama”, „Monty Python i Święty Graal” i tegorocznego zwycięzcy „Birdman”.
  • Filmy babskie – to filmy, które z racji bycia kobietą, przeżywającą dni lepsze i gorsze, idealnie wpasowują się w klimat. I nie oczekuję od tego rodzaju filmów za wiele. Po prostu ma być pięknie i kolorowo, może / nie musi być romantycznie i niekoniecznie bohaterowie muszą potem żyć długo i szczęśliwie (Kochałem ją, Miasto Aniołów, Love Story). Czy też filmy, które mają mi pomóc oderwać się na chwilę od problemów, z którymi przyszłam do kina (Dzień Świra, Lepiej późno niż wcale, Para na życie, Okna, Piąta pora roku, To właśnie miłość, Kiedy Harry poznał Sally, Wesele w Sorrento, Zakochana bez pamięci czy Paryż – Manhattan).
  • Mogę wydzielić jeszcze jeden rodzaj filmów: filmy opowiedziane przez moich kolegów w jednym zdaniu, spłaszczając je do granic bólu:
    – Skazani na Shawshank – film o księgowym;
    – Ukryte pragnienia – film o dziewczynie, która chciała stracić dziewictwo. Tak między nami, po tym jak ktoś odbiera ten film, mogę śmiało ocenić, czy porusza się w tych samych obszarach wrażliwości co ja. Jeśli czujesz ten film wszystkimi zmysłami, jesteś moją bratnią duszą. Zadzwoń 🙂
    – Przełamując fale – film o wiertni. Nota bene wszystkie trzy doskonałe!
  • I kategoria filmów-nie filmów, czyli bardziej obrazów czy też dokumentów:
    – Samsara i Baraka, oba bezkonkurencyjne,
    – Spotkania na krańcach świata,
    – Passione,
    – Buena Vista Social Club.

 

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać … i nie znaczy to, że wymieniłam tu wszystkie filmy warte obejrzenia, raczej podałam przykłady filmów z „pierwszego myślenia”, kolejność przypadkowa. W moim repertuarze nie znajdziecie filmów o tematyce wojennej (wiem, że czasami dużo tracę, ale niestety nie dam rady ich oglądać, zbyt bardzo je przeżywam. I nie mówię tu o filmach typu „Życie jest Piękne”, który bardzo lubię), science fiction (poza Gwiezdnymi Wojnami) czy horrorów (za bardzo się boję, a trzymając kogoś za rękę, mogłabym zrobić mu krzywdę).

 

Czas odpowiedzieć na pytanie „Do kina czy na film?” – na film w kinie. I tak też robię, nie mam telewizora, bardzo ale to bardzo rzadko oglądam filmy na komputerze. Mam jednak sporą kolekcję na filmów DVD pomimo, iż większość z nich widziałam w kinie. Wrócę do nich kiedyś, jak będę mieć więcej czasu, może w moim pensjonacie, może na emeryturze? Piękne recenzje filmów pisała kiedyś Babka Filmowa. Na chwilę obecną zawiesiła swoją działalność blogową :-), ale spokojnie czekam  na jej wielki comeback. Zanim to nastąpi, możecie traktować jej bloga, jako skarbnicę wiedzy filmowej.

 

Zdjęcia wygrzebane z mojego archiwum. Moje ulubione kino Mikro z jeszcze bardziej ukochaną, kolorową i kameralną Mikroffalą (14 foteli). Kto przeczytał cały tekst, ręka w górę.

<< POPRZEDNI
NASTĘPNY >>

Zamieszczone na tym blogu zdjęcia są moją własnością. Jeśli chcesz je mieć, proszę skontaktuj się najpierw ze mną :-)