Darłówko

9 marca 2014

 

W Darłówku byłam kilkakrotnie, ale głównie postrzegałam to małe miasteczko przez pryzmat turystów, straganów z pamiątkami jakości nadmorskiej, wirujących samolocików, koników i samochodzików za 2 złote, tłoku na ulicach, na plaży oraz na deptaku. Przejście taką alejką z moim dzieckiem kończyło się zatrzymywaniem przy każdym sklepiku z łopatkami, ręczniczkami, czapeczkami, kubeczkami itd, itp…. – oczywiście wszystko sygnowane imionami. No ale to część klimatu nadmorskiego i nie będę tego wyolbrzymiać, bo każdy chyba nad morzem był. Nie podoba się to nie idę – i taką też wtedy przyjmowałam strategię. Mówiąc więc, że widziałam Darłówko, co najmniej skłamałabym.

 

Tym razem była to zima, ludzi jak na lekarstwo, sklepików też, a i ilość atrakcji dla dzieci w dużym stopniu ograniczona (z korzyścią dla mnie matki). Tego dnia pierwszy raz zobaczyłam ładne, przyjemne nadmorskie miasteczko, z falochronem, z deptakiem, zwodzonym mostem, mini targiem rybnym i Biedronką – ta ostatnia do walorów turystycznych raczej nie należy ale nadmieniam, bo wcześniej pozostała przeze mnie niezauważona.
To czego mi zabrakło to klimatycznej kafejki z dobrą kawą i ciastem. Kawa, którą piłam w jednym (jedynym) hotelu przy plaży była całkiem dobra, ale niestety wystój wnętrza zdecydowanie wiele pozostawia (jak dla mnie) do życzenia. No cóż, Kraków w którym mieszkam podniósł trochę poprzeczkę 🙂 Powyżej „kilka” zdjęć Kasi w Darłówku (wsch i zach) oraz okolicach.

<< POPRZEDNI
NASTĘPNY >>

Zamieszczone na tym blogu zdjęcia są moją własnością. Jeśli chcesz je mieć, proszę skontaktuj się najpierw ze mną :-)