Rozdział 3/6 – Hotel

6 maja 2015

 

Spałam jak suseł. Rano świat wydawał się piękniejszy, przede wszystkim było jasno. Mam rozładowany telefon, bo ci Włosi wszędzie montują te swoje gniazdka, gdzie moje (polskie i nie tylko) wtyczki nie wchodzą i zero jakichś tam przelotek. Biorę prysznic i patrzę, a tam gniazdko. Jezu, NORMALNE gniazdko, z dziurkami idealnie pasującymi do mojej wtyczki. Pewnie Polacy kafelkowali łazienkę i stąd taka niespodzianka.

 

Telefon się ładuje, ja siedzę na tarasie i ładuję baterie. Słońce, niebieskie niebo, widok zapiera dech w piersiach, cudownie. A może trzeba było zostać w tym lesie? Teraz siedziałabym na tarasie i piła wino, a na noc mogłabym z niego wyjeżdżać?

 

Obsługa hotelu bardzo miła, zapłaciłam, pożegnałam się i jadę. Po 15 km przypomniałam sobie o telefonie, który ładuje się w łazience. Zawracam, muzyka gra i nagle przychodzi mi do głowy, że zadzwonię do hotelu i powiem im, że zostawiłam w łazience telefon, zanim ktoś mi go sprzątnie. Szuuuukam telefonu … bez komentarza – po dłuższej chwili szukania też zajarzyłam 🙂

 

Jak tu pięknie, jak ciepło, dzwonię do Tomka u którego mieszkaliśmy poprzednim razem. Tak, ma wolny apartament, mogę przyjechać, koszt taki i taki. Biorę, nie mam wyjścia. I kto powiedział, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? Mała poprawka: wszystkie drogi prowadzą… do Tomka.

 

Mój samochód jest BOSKI. Co chwilę odkrywam w nim coś nowego. Wczoraj po całym dniu jazdy odkryłam, że mam przełączniki do radia na kierownicy, najpierw cały dzień uczyłam się obsługi tych na panelu, a dziś nauka od nowa… obsługi tych na kierownicy. Człowiek jednak uczy się całe życie.

 

…. ciąg dalszy nastąpi ….

<< POPRZEDNI
NASTĘPNY >>

Zamieszczone na tym blogu zdjęcia są moją własnością. Jeśli chcesz je mieć, proszę skontaktuj się najpierw ze mną :-)